POLSKI ZWIĄZEK RUGBY

UCZCIWOŚĆ - SZACUNEK - WSPÓŁPRACA - PASJA - DYSCYPLINA

Menu

The Mamas: Relacja z Dubaju09.12.2015

 
"The Mamas" - to drużyna, którą tworzą matki rugbystki z całego Świata, do składu w turnieju, zostają wybrane przez założycielkę i kapitan drużyny - Moa Wejle. To nie tylko rugby, ale wiele innych tradycji. Jadąc na zawody, zawodniczki i zawodnicy z całego Świata zabierają ze sobą dary. Są to piłki, korki, ubrania ... wszystko co potrzebne do gry w rugby. Na miejscu wręczają te rzeczy Helen i Emmie dla dzieci i młodzieży z Ugandy. To wspaniałe, jak chętnie tam sobie pomagają. Rugby to wielka rodzina.
 
Relacja Marleny Mroczyńskiej i Moniki Majewskiej z wyprawy do Dubaju
 
Marlena:
"Wyjazd na Dubaj International Open Womens Rugby 7 był dla mnie wielkim wyzwaniem. Nigdy tak daleko nie podróżowałam. Nie znam języków obcych, a część drogi musiałam przebyć sama.
Na szczęście, mając rugbowych przyjaciół nie trzeba się martwić. Na pomoc mogłam liczyć już w Stolicy. Małgorzata z drużyny Frogs Warszawa zaopiekowała się mną, nakarmiła, oprowadziła po mieście i odwiozła na lotnisko. 
Samolot do Kijowa miał pół godzinne opóźnienie, co spowodowało, że ledwo zdążyłam na samolot do Dubaju. Dziewczyny przedłużały odlot i udało mi się w nim znaleźć. Wbiegłam na pokład na pełnej prędkości. Tam spotkałam się z Moniką i poznałam Moa, Corinę, Marre i Emmę. Mogłam w końcu odetchnąć i odpocząć, bo lot trwał 6 godzin. 
Gdy wylądowałyśmy, nasz wzrok przykuło ogromne lotnisko ... niestety musiałyśmy spędzić tam parę godzin, bo nie było transportu. Czekała tam już na nas Sanni, którą jak się okazało poznałam kiedyś na obozie szkoleniowym w węgierskiej Zance.
Bus w końcu przyjechał. Pojechałyśmy do naszej willi na przedmieściach. Ugościło nas przemiłe małżeństwo Anglik i Niemka. Położyłyśmy się spać po 5 rano. 
Po wypoczynku część dziewczyn pojechała zrobić zakupy. Ja z Moniką przeszłyśmy się rozejrzeć po okolicy. 
Wieczorem zostałam oddelegowana do kuchni, by podszkolić język i przygotować wspólny posiłek. Była to przepyszna mieszanka smaków z różnych krajów Świata. Najbardziej zaskakujący był smak świerszczy prosto z Ugandy. Wszystkie matki okazały się być odważne i spróbowały tamtejszego rarytasu. 
 
I DZIEŃ
Spotkałyśmy się z Anią, zwiedzałyśmy teren The Sevens, rozgrywałyśmy mecze grupowe. Zanotowałyśmy trzy wygrane na naszym koncie, co spowodowało, że po pierwszym dniu byłyśmy pierwsze w grupie International Womens Open.
The Mamas 36:0 AUC Wolverines (Egipt)
The Mamas 50:0 Panthers (Egipt) - niestety w tym meczu złamałam palec, co ograniczyło trochę komfort dalszej gry. 
The Mamas 15:5 Swiss Barbarians 
Zadowolone wracamy do domu.
 
II DZIEŃ
faza grupowa, przeciwnik znacznie trudniejszy niż dzień wcześniej.
Angielki Pink Ba-Bas 14:5 The Mamas 
Mecz niestety przegrywamy, w tym dniu był do wygrania. Nie zawsze jednak szczęście sprzyja. 
Drugi mecz dnia wygrałyśmy z Georgia Womens 7s 15:12. Mecz był na styku, Gruzinki prowadziły, ale nasza determinacja i wolą walki nie pozwoliły wyrwać sobie zwycięstwa z rąk. W ostatnich sekundach meczu Emmanuella Oroma przykłada dla nas zwycięskie punkty. Bardzo cieszyłyśmy się z tej wygranej. Ja i Monika w tym meczu zagrałyśmy w drugiej połowie.
Potem było dużo czasu na zakupy, zwiedzanie stadionu i oglądanie meczy Sevens Series w towarzystwie Portia Woodman i jej koleżanek z Nowej Zelandii. Idealnie się wpasowałyśmy w ich towarzystwo ubrane w nasze nowo zakupione stroje. Dziewczyny same nas zaprosiły do siebie.
 
III DZIEŃ
Powtórka z dnia drugiego. Mecz półfinałowy z Georgia Womens 7s wygrany 10:7. Było to tego dnia najbardziej stresujące wydarzenie.
Nasz bus przyjechał po nas spóźniony 1,5h. Spakowałyśmy do niego wszystkie rzeczy, bo prosto ze stadionu miałyśmy jechać na lotnisko. W połowie drogi na The Sevens nasz bus odmówił posłuszeństwa i zepsuł się. Musiałyśmy szukać pomocy. Niestety w takim kraju jak Emiraty Arabskie, nie jest wskazane rozdzielanie się. Proponowano nam podwiezienie trzema samochodami. Jednogłośnie nie zgodziłyśmy się. Złapać stopa tak dużą grupą mijało się z celem ... walkower wisiał w powietrzu. Jednak udało nam się złapać ciężarówkę ... jak się już zaczynałyśmy do niej pakować, nie wiedzieć skąd nadjechał wóz policyjny. Zrezygnowałyśmy z przewozu ciężarówką. Kierowca wytłumaczył panu władzy, co się stało mówiąc, że bardzo spieszymy się na mecz półfinałowy i ten zatrzymał dla nas busa. Powiedział, że ma nas bezpiecznie zawieźć na stadion. Zapakowałyśmy ze sobą tylko bagaże podręczne. Wielkie torby podróżne zostały w zepsutym busie. 
Do meczu zostało nam bardzo mało czasu. Już traciłyśmy nadzieję, że zdążymy dojechać na czas. Na szczęście na miejscu była Ania Michniewicz, która uprzedziła sędziów i drużynę przeciwną o tym co nam się przytrafiło.
W czasie jazdy przebrałyśmy się w stroje i korki. Moa wybrała pierwszy skład, który ile sił w nogach miał pobiec zameldować się na boisko. To była najlepsza rozgrzewka przed meczem. Zdążyłyśmy. Wygrałyśmy. Po meczu z szacunkiem do drużyny przeciwnej podeszłyśmy podziękować za miły gest. Nie wszyscy by poczekali... po przemowie Moa pojawiły się łzy szczęścia... Jesteśmy w finale...
Godzina 16:41 Wielki finał
Pink Ba-Bas kontra The Mamas 
Upał, piach, zmęczenie większa motywacja do wygranej drużyny przeciwnej, nasza drużyna była mniej zgrana ze sobą...to wszystko spowodowało, że musiałyśmy uznać wyższość rywalek. Mecz zakończył się wynikiem 31:0. Z boiska zeszłyśmy jednak z podniesionymi głowami, dumne i zadowolone ze swojej gry. 
Z szacunkiem dla drużyny przeciwnej zatańczyłyśmy dla nich taniec na cześć zwycięstwa. Zeszłyśmy z murawy na słowo podsumowania od pani kapitan. Była z nas dumna. My z siebie też. Grałyśmy w finale...
A trzecią połowę wygrałyśmy 
To umiałyśmy wszystkie doskonale ... zobaczcie na zdjęciach i oceńcie sami...
 
Ze swojej strony chciałabym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego byśmy mogły przeżyć tak wspaniałe chwile w cudownym rugbowym klimacie. Nie zapomnę wam tego do końca życia. Dziękuję. Teraz otworzyły się dla mnie zupełnie nowe możliwości i mam nadzieję, że będzie mi dane jeszcze nie raz spotkać się w tak przemiłym gronie, jakie poznałam przez ostatnie dni. "Kocham Rugby"j

Monika:
"Dubai okazał się przygodą życia. Cały turniej bardzo dobrze zorganizowany. Możliwość poznania nowych ludzi, których łączy ta sama pasja. Dla mnie osobiście ogromną radość dała gra z super kobietami, które były w różnym wieku, w różnej kondycji ale miałyśmy ten sam cel wygrać dla naszych dzieci, dla naszych rodzin, dla tych którzy trzymają za nas kciuki. Choć osobiście nie zdobyłam punktów w tym turnieju, to jednak dzięki kilku moim sytuacjom zdobyłyśmy cenne przyłożenia. Niesamowite było dla mnie zobaczenie na żywo najlepszej drużyny na Świecie. Rozmowa z moją ulubioną zawodniczką Portia Woodman była dla mnie spełnieniem marzeń. Okazała się bardzo sympatyczną dziewczyną, która chętnie pytała o moją drużynę, o dzieci. 
Choć nie udało nam się wygrać finału, uważam że oddaliśmy całe swoje serce i udowodniłyśmy, że trzecia połowa należy do nas. Cały turniej będę bardzo dobrze wspominać. Mam nadzieję że w przyszłym roku również na nim zawitam, ale tym razem z córeczką. Dziękuję za cudowne 6 dni, które szybko minęły. Dziękuję wszystkim którzy pomogli spełnić nasze marzenia."
 
Skład i punkty:
Moa Wejle - 5 przyłożeń, 3 podwyższenia (31 punkty)
Oroma Emmanuella - 5 przyłożeń (25 punktów)
Corinna Völker - 4 przyłożenia (20 punktów)
Koyokoyo Helen Buteme - 3 przyłożenia (15 punktów)
Marlena Mroczyńska - 1 przyłożenie, 4 podwyższenia (13 punktów)
Trude Olsen - 1 przyłożenie, 1 podwyższenie (7 punktów)
Emma Skagerlind - 1 przyłożenie (5 punktów)
Elisabeth Berentzen - 1 przyłożenie (5 punktów)
Anna Michniewicz - 1 przyłożenie (5 punktów)
Sanni Virtanen - 1 przyłożenie (5 punktów)
Monika Majewska, Marre Hugosson.
 
Zarząd PZR: Porządek obrad 13.12.2015 GLRT: wygrana Gimnazjum z Lubnia
Tabela Ekstraligi
1 Master Pharm Łódź 8 37
2 MKS Ogniwo Sopot 8 30
3 Awenta Pogoń Siedlce 8 30
4 RzKS Juvenia Kraków 8 25
5 OKS Skra Warszawa 8 20
6 RC Lechia Gdańsk 8 17
7 RC Orkan Sochaczew 8 14
8 Edach Budowlani Lublin 8 4
9 RC Arka Gdynia 8 1